02 września 2014 , Imieniny: Dionizy, Izy, Juliana
 
W aktualnym numerze:
  Wiadomości Sierakowickie -> Czytaj archiwalny numer 11 z dnia 2004-11-01
 






 
Po urodzinach najstarszego mieszkańca
Józef Kos ukończył 104 lata

Od kilku lat towarzyszymy naszemu najstarszemu seniorowi, gdy mijają kolejne rocznice jego urodzin. Jak zwykle, tak i tego roku w okolicach 27 września zacnego jubilata odwiedził wójt gminy ze stosownymi życzeniami, kwiatami i prezentem, a w zamian został serdecznie ugoszczony przez opiekujące się sędziwym ojcem córki. Pan Józef jest niezmiennie w doskonałej kondycji, ma dobry humor i wiele dobrych rad dla młodych, a młodymi wydają mu się wszyscy go odwiedzający.

Już osiem lat temu przeprowadziłam z naszym dostojnym seniorem długą rozmowę, w której opowiedział mi o swoim również długim życiu. Dzisiaj pozwolę sobie przypomnieć naszym czytelnikom jej fragment, opowiadający o czasach końca pierwszej wojny światowej i odzyskania przez Polskę niepodległości, wszak zbliża się 11 Listopada i ten okres naszej historii warto powspominać.
„Gdy Józef Kos skończył 17 lat , a pierwsza wojna światowa miała się ku końcowi, został zmobilizowany do niemieckiej armii. Było ich trzech Józefów z Bąckiej Huty – Bulczak, Kiedrowski i Kos. Miejsce zgrupowania mieli na terenie Prus Wschodnich, w Rastenbergu (dziś-Kętrzyn). Tam przez trzy miesiące szkolono ich na żołnierzy, a właściwie tylko uczono strzelać.
Po wstępnym przeszkoleniu zawieziono młodych wojaków daleko na Zachód, do Belgii. Stamtąd zaczął się wielotygodniowy marsz – codziennie musieli przebyć 40 kilometrów, a celem był Kanał La Manche. Jednak nigdy do celu nie doszli, bo wojna się skończyła.
Gorszy był powrót. W Niemczech zanosiło się na rewolucję,oficerowie pouciekali, jechać nie było czym, więc znowu na piechotę zmierzali w stronę Niemiec. Było dużo bezprawia, kradzieży, żeby zdobyć jedzenie. Trzej Józkowie z Kaszub nie umieli przystosować się do tej sytuacji; trzymali się razem, bo tylko po kryjomu między sobą mogli rozmawiać własną mową.
Z Niemiec już pociągiem znowu zostali zawiezieni na Mazury, do Rastenbergu. Tam dość szybko dostali zwolnienie do domu. Nie zatrzymały ich zachęty kucharzy, którzy aż tak daleko dowieźli część skradzionych i zaszlachtowanych wołów, żeby zaczekali, aż zrobią kiełbasy.
W drodze powrotnej musieli się zgłosić do oberkomando w Gdańsku; tam usilnie ich namawiano, by wstąpili do straży granicznej. Warunki były kuszące: zapłata 5 marek dziennie oraz umundurowanie i wyżywienie za darmo. Jeden z młodzieńców dał się namówić i „przystąpił do Niemców”. A Józef Kos z kolegą powrócił do swoich.
O wydarzeniach, które potem nastąpiły pan Józef mówi tak: Moment, gdy Polska z grobu powstała, to była wielka uciecha. Ludzie przeczuwali, że coś będzie; w Niemczech były niepokoje a na Wschodzie zaczęła się wojna bolszewicka. Ona do nas przyszła później i wtedy ksiądz Łosiński zaapelował, aby wszyscy szli do broni. Garnęli się ludzie z rodzin patriotycznych w różnym wieku – szli i 15letni, i 55letni mężczyźni.
I tak po powrocie z pierwszej wojny, w maju 1920 roku, Józef Kos, tym razem jako ochotnik,znowu wyruszył na wojnę. Pierwsza zbiórka była w Kartuzach.Tam w parku dostali obiad i po 20 zł. Zanim wsiedliśmy do pociągu – wspomina pan Józef – między nami znalazł się ksiądz Makowski, który wcześniej uczył nas religii. Zawołał swoich uczniów i zaczął przemawiać. Najpierw dał wzmocnienie religijne, życzył szczęśliwego powrotu a na koniec powiedział: - Nie wstydźcie się swojej kaszubskiej mowy, jak pojedziecie do Polski.
Z Kartuz droga wiodła do Starogardu, tam dochodziło coraz więcej ochotników, ale nie było czym jechać dalej, więc czekali. Dostali wiadomość, że Polonia Gdańska wiezie do nich swój sztandar. Gdy doszli ci ludzie z Gdańska, którymi dowodził Józef Ciszewski, urządzono bardzo uroczyste święcenie sztandaru. W Starogardzie zebrał się już cały batalion ochotników. Wreszcie pociągi zaczęły ich wywozić, ale pan Józef jeszcze został, ponieważ był w oddziale, który miał konie i wozy, więc trzeba było specjalnych wagonów. Skierowano ich ostatecznie do twierdzy w Toruniu, tam znowu jakiś czas wyczekiwali.
Gdy wreszcie wjechali na teren Guberni, nadszedł dzień 15 sierpnia…Pan Józef mówi, że drugi raz nie przyszedł w ogień.
M. Dyczewska

Wersja do druku
Wyślij znajomemu

 

 
  Czytaj - Archiwum - Komentarze - Księga Gości - Kontakt
Wiadomosci Sierakowickie - R-net 2003
 
Czytaj Archiwum Komentarze Księga gości Kontakt